Kto by pomyślał, że zaledwie kilkadziesiąt lat po tym, jak w sklepach na pólkach stał tylko ocet, gospodarka naszego kraju rozwinie się w takim stopniu. Gdzie nie spojrzeć witają nas kolorowe reklamy, pulsujące neony, ogromne billboardy. Na każdym kroku sklep. I to nie tylko ten spożywczy, monopolowy, czy rzeźnik.
Ale sklep z artykułami do nurkowania, sklep dla dzieci, sklep dla wędkarzy. Różnorodność ofert jest porażająca. Kupić możemy wszystko, od takich artykułów jak pościel dziecięca czy smoczek, do butli z tlenem, czy spławika. A wszędzie wita nas miła obsługa, starannie uporządkowany asortyment i konkurencyjne ceny. Sprzedawcy prześcigają się w nazwach swoich sklepów, wymyślając coraz to nowe formy. Znacznie rzadziej niż kiedyś spotkać można takie ich nazwy jak „Tola”, „U Adama” czy „Wędkarz”. Coraz większą rolę odgrywają pospolite, często używane słowa i zwroty w nowo powstałej nazwie firmy, takie jak „Disney sklep” czy „angler shop”. Jak dowodzą najnowsze badania, takie zabiegi przyciągają najwięcej nowych klientów i zwiększają obroty sprzedawców.
RSS Feed
Sierpień 6th, 2010
mikiciuk
Posted in
Tags: